kisioblog
ksiega gosci

Człowiekowie
Anusia Wampirzyca co się nie boi Jeżołaka
Agnieszka czasem chyba już nie może mnie słuchać
Olka kto Olki nie zna?
Rybcia kiedyś będzie sławna, tak jak ja
Radio go wyleczyli mnie nie

  Modlitwa 2011-07-30 14:56:33

O Panie, który jesteś Nieskończoną Studnią Miłości, 
Wysłuchaj naszych próśb.
Pozwól, by nasza miłość nie ustawała, trwała wiecznie i rosła z każdym dniem.
Naucz nas Panie jak najwięcej dobra i radości czerpać od Ciebie.
Uchroń nas przed złudnymi pokusami, które przesłaniają to co piękne i prawdziwe.
Daj nam siłę, byśmy potrafili wytrwać w czystym Płomieniu Twej Miłości,
Mimo przeciwności jakie będzie zsyłał nam świat.
Dziękujęmy, że udało nam się spotkać i pokochać.
Boże, kieruj naszym wspólnym życiem, tak by podobało się ono Tobie
I stanowiło przykład dla innych ludzi.
Pozwól nam wykorzystać ten dar, który od Ciebie otrzymaliśmy jak najlepiej,
Przez Chrystusa Pana naszego,
Amen.




skomentuj (1)


Prawda (30.07.2011) 2010-10-20 23:44:51

Czy można pomóc duszy potępionej?
Czy duszę od potępienia można ocalić?
Kiedy wchodzę do ciemnej piwnicy w me nozdrza uderza smród pleśni i zgnilizny. Mimo to stawiam kolejne kroki zanurzając się w wilgotnej ciemności. Oczy przyzwyczajają się do mroku, a spojrzenie za siebie zaczyna być bolesne. Kiedy myślę, że już jestem na samym dole, okazuje się, że można zejść jeszcze niżej. Błądzę tak długo po piwnicach, że nie potrafię już określić czasu. Blade wspomnienia światła i poprzedniego życia przedzierają się czasem do świadomości. Jakieś uczucie przypomni się, na moment rozbudzi by za chwilę zagasnąć. Spotykam setki nowych twarzy, a każda bez wyrazu i bez życia. Pewnego dnia monotonną wegetację w tej ciemni przerywa znalezisko. Wlokąc się odnogą korytarza, którym od dawna nie chodziłem spostrzegam schody na powierzchnię. Mijane wcześniej z obojętnością, dzisiejszego dnia budzą nadzieję i radość. Wspinam się na nie bez zastanowienia. Jeden stopień, potem drugi. Moje dłonie są zaciśnięte na poręczy tak mocno, że aż bieleją. Leje się ze mnie gęsty pot. Schody są od niego mokre i z trudem jestem w stanie się na niech utrzymać. Zaciskam dłonie jeszcze mocniej, aż pękają kości. Docierając na siódmy stopień, który jest zarazem ostatnim widzę inną postać, która wybiega z piwnicy. Jej ruchy są niezdarne i powolne. Postać wydostaje przed drzwi wejściowe budynku. Teraz widzę ją dokładniej w świetle słońca, ale tylko przez chwilę. Jej ciężkie i niezdarne nogi zawodzą i spada ze schodów na chodnik łamiąc sobie przy tym kark. Wstaje i ranę na karku trawi momentalnie gangrena. Najobrzydliwszy widok w moim życiu. Przecież to ja! Patrzyłem na siebie z boku myśląc, że to ktoś inny. Teraz czuję ten ból. Czuję jak choroba trawi moje organy, jak skórę pokrywają wrzody. Wszystko to dzieję się tak nagle. Musiało mnie dopaść już dawno. Dopiero promienie słońca pozwoliły mi ujrzeć te okropieństwa. Czy ja jeszcze jestem w stanie żyć na powierzchni. Tyle ropiejących ran, tyle potu i krwi. Tam na dolę nie będę tego widział. Wrócę na chwilę w chłodny mrok. Odpocznę w cieniu ułudy przed palącym blaskiem prawdy. Będę się powoli oswajał. Nie wrócę do krainy potępieńców. Nie będę pozwalał ucztować demonom na moim truchle. Wypalę moje rany, a każda blizna będzie oznaką mojego tryumfu. Oby nie było jeszcze za późno. Obym nie zasiedział się w cieniu.


Przyszedł Pan i mnie ocalił !
Od dziś Jego Imię na zawsze chwalił będę !
Chrystus Królem teraz i na wieki ! 



skomentuj (1)


2010-10-12 20:36:10

Dla tego, kto widzi, nic nie jest trwałe.


skomentuj (0)


Późna godzina 2010-08-11 09:26:22


Dziękuję za późną godzinę

Za ławice gwiazd mieniące się nad szyn stalą

Trzaski i stuki w mrocznej gęstwinie

Za pijanego, któremu drogę wskazuję

Za kontrast nieba i świateł ulicy, przebity drzew linią czarną

I błyski latarni migoczące na wodzie

Za nocne rozmowy podsłuchane mimochodem

Pomruki chrapliwe śpiących wymykające się z okien

Za dreszcz na plecach przy cmentarnej bramie

Za powieki znużone i nóg powłóczenie

Za to wszystko dziękuję, gdyż skutkiem

Powrotów bolesnych na Ziemię

I choć ogarniać zaczyna mnie utęsknienie

Szczęśliwy jestem, że przy Tobie mnie zastaje

Ta późna godzina




skomentuj (1)


Dusza 2010-08-02 01:09:50

O duszo moja utrudzona i wyjałowiona,
Duszo, która świecisz jasnym światłem,
Powróć do mnie, powróć do nas.
Wtedy wszystko znów będzie łatwe.

Kiedy byłem młody i głupi
Nie rozumiałem jak do mnie mówiła.
Teraz dorosłem i stałem się głuchy,
Choć chciałbym Cię słyszeć moja miła.

Czasu potrzeba i trzeba odwagi
By przywrócić porządek dookoła.
Proszę Aniu, Ty bądź przy mnie
Gdy nadejdzie ta chwila wesoła.

Tym czego ludziom najbardziej brakuje
Jest spotkanie swej bratniej duszy.
Razem będziemy wreszcie szczęśliwi
I nie będziemy już znosić katuszy.


Dedykuję Keirze



skomentuj (2)


Wyjątkowy 2010-07-27 21:27:46

Wyjątkowy

 

Jak bardzo człowiek może się zdziwić

Nagle twarze widziane razy tyle

Zaczynają się dziwnie krzywić

I widzę w nich to kim byłem

Chwilę dłużej się przyjrzę i zdumiony

Idąc ciągiem myślowym stwierdzam

Że takich twarzy muszą być miliony

Ale jest jeszcze coś co w przerażeniu mnie utwierdza

Twarze te wygięte w straszliwym grymasie

Oczy patrzą z nich puste, które zgubiły dusze

I nie są przeszłością, są całkiem na czasie

Ktoś mnie zamknął w gabinecie luster

 

Te same spojrzenia, te same słowa

Jak wyjątkowa jest moja głowa?

Inny niż wszyscy, taki jak większość

Wtórność w myśleniu to jest przekleństwo

 

Jak siebie odnaleźć, jak siebie ocalić?

Jak nie utonąć w tej szarej fali?

 

Zawsze jest szansa, ratunek

Lecz z wiekiem trudniejszy się staje

Blaknie jak na ścianie malunek

Działać teraz! Szybko! Natychmiast!

To nam pozostaje




skomentuj (0)


Bywają noce złe 2010-07-26 22:54:33

Wiersz napisany w pewną złą noc.

Zła noc

Przez ciernie i pokrzywy prowadź mnie

Dni bez Ciebie są złe

Chcę czuć ten ból i chcę być tu

Rozerwany na krawędzi snu

 

Przychodź do mnie gdy zbliża się mrok

Trzymaj mnie od siebie o krok

Utkaj mi sieć z pięknych słów

Żebym nie mógł Ci uciec już

 

Na półce przy łóżku połóż mnie

Odwiedzę Cię znów we śnie

Znajdziesz to czego na co dzień Ci brak

Potem porzucisz jak zwiędły kwiat

 

Smutek przyjacielem stał się mym

Wypełnia mi czas w puste dni

Na piersi mi siada i brak mi tchu

Nie pozwala wyrwać się ze snu

 

W Twoim świecie nie masz miejsca

Żebym mógł cały zmieścić się

Choć to prawda najboleśniejsza

Muszę z nią pogodzić się

 

Mimo to będę przy Tobie trwał

I choć działa to na mnie źle

Żyję nadzieją, że będę się jeszcze śmiał

I jako jedyny patrzył w oczy Twe

 

Nie ma w tym niczyjej winy

Bo tak stworzony został świat

To co piękne rodzi się gdy cierpimy

I warto czekać nawet wiele lat

 

Niech tylko Bóg mi to wybaczy

Jeśli co uczyniłem było złem

Gdy walczyłem w akcie rozpaczy

O serce, które nie było puste

 

Bóg mi nigdy nie zawinił więc ja też

Ja też nie chcę mu zawinić lecz

Gdy uczucie z sumieniem toczą bój

Wnętrze rozrywa palący ból

 

Mogło być inaczej, wyszło trochę źle

Nie zastanawiałem nad tym się

Czułem, że wszystko się ułoży

Zostało tak jak jest




skomentuj (2)


Witam 2010-07-20 21:35:42

Nagle uświadomiłem sobie, że wokół jest tak pusto jak nigdywcześniej w moim życiu. Codzienność zapędziła mnie na pustynię. Wszystkozaczyna się sypać. Osoby, które wpływały na moje życie odeszły w swoją drogę.Zostałem sam ze swoimi demonami. Ja, anioły, demony i niekończąca się walka owłasną duszę, która umiera wycieńczona codziennością. Cóż mnie czeka jeszcze wżyciu z rzeczy, których nie będę potem żałował? Z dnia na dzień stałem siędorosłym człowiekiem nie widząc ile przegapiłem i jak się dałem ponieść tejfali, na której wszyscy dryfują. Śmierć się zbliża, wszystko nosi jej piętno io niej przypomina. Nie mam miejsca na świecie, które uważałbym za swój dom.Wszędzie gdzie się znajdę czuję się jak intruz. Jestem zbyt wrażliwy dla tegoświata. Ten świat nie ma duszy, bo jest szklaną fortecą, w której każdy każdegowidzi, a nikt nikogo nie może dotknąć. Żałuję, że przez tak długi czas nie byłemświadomy wielu rzeczy. Doszło do tego, że muszę zmagać się ze sobą jakschizofrenik. Żyje we mnie stłamszone i prawdziwe ja, które już ledwie dyszy iwkrótce umrze stając się wspomnieniem z dzieciństwa. Obok niego, żyje drugieja, które dominuje i przejmuje kontrolę nad wszystkim. Jego jedynym celem jestprzeżyć i zdobyć jak najwięcej, czyli być takim jak dzisiejszy świat. Bezskrupułów w dążeniu do materialistycznych celów. Nie potrafię odnaleźć w tejchwili żadnego sensownego rozwiązania, które pozwalało by mi pozostaćprawdziwym sobą i nie pozwoliło wciągnąć się w utarte schematy. 

Po tym wstępie nieco pesymistycznym, ale za to prawdziwym należałoby się trochę wyjaśnień. Otóż ten blog, był jedną z najlepszych rzeczy jakie mi się przytrafiły. Stwierdzam to patrząc z pewnej perspektywy na skutki jego istnienia w oddziaływaniu na osobowość moją i innych. Może trochę wyolbrzymiam, ale blog to jednak fajna sprawa, tak jak kilka innych rzeczy, które porzuciłem. Dlatego też postanowiłem powrócić. Trochę starszy, trochę bogatszy w doświadczenia, trochę biedniejszy w zdolności literackie, myślący trochę inaczej, tęskniący zawsze za tym samym. Tyle z wyjaśnień. Nawiązując do tradycji, wiersz:

Przypadek

Przez przypadek wstałem rano o siódmej godzinie

Przez przypadek utknąłem w kominie

Przez przypadek nic na ten temat nie wiem

Przez przypadek rozbiłem się na drzewie

Przypadków nie ma, przypadki to złudzenie

Część z nich można przewidzieć, reszta to przeznaczenie

I nie popadam tutaj w żaden zabobon

Po prostu życie idzie samo swoją drogą

A nam zostaje podejmować decyzje dobre, złe, jakiekolwiek

Ale zawsze wszystko od nas zależy, gdy robimy cokolwiek

 

Z dedykacją dla Keiry




skomentuj (0)


Autobus 23.04 2007-11-01 23:57:46

Wyjechał .04 bez dwóch godzin spóźnienia
Mając za kierowcę Pana Gienia
Mknąc po zszarzałych szarościach szerokich
Zapadając się w wyboistych i głębokich
Urojonych w porządki i nie, małych szczelin
A Gienio czuł się jakby prowadził zeppelin
Szybkość nagle wzburzyła, las się zbliża i zwiększa
Jedzenie jagód podobno upiększa
Lecz nagle łoś swymi zęby zza drzewa
Otwiera piwo i wszystkim polewa
A że śnieg sypał i przyszła biedronka
I wystraszyła małego jelonka
Łoś z degustacją nie wypił piwa
I ryknął doniośle ' O kurka siwa'
Kurka nie siwa, lecz szara była
Bo od miesiąc się nie myła
Dlatego zwiała gdy ją wołano
I się schowała pod suche siano
Autobus zamarł, gdy to zobaczył?
Aż ze zdziwienia na drodze się rozkraczył
Pan Gienio wysiadł, by Łosia spławić
Ale nie wiedział, gdzie go przestawić
Więc wpadł na pomysł arcygenialny
I wepchnął łosia do starej wanny
Łoś tak wepchnięty Niagarą opadł
I na dwa miechy w deprechę popadł
Autobus skrzeczał bo żal mu łosia
Po co przepłacać jak jest Dosia
Gienio naprawił autobus stary
I wlecze się na końcowy, na Bojary
Sekret jest w Dosi i w Gieniu taki
Że razem jedli sobie robaki^^
Morał z tej ballady jest następujący
Nie łap łosia za rogi nawet niechcący.

Ta oto ballada jest owocem współpracy Kisia Krzyśka Kisiela i Wampiry Tiririry


skomentuj (3)


Przenoszę się 2007-06-25 17:32:23

na www.mojageneracja.pl/1045104


skomentuj (7)


Chciałbym 2007-06-09 21:31:05

Chciałbym coś tu trochę popisać, ale czuję, że ten blog mnie ogranicza. Jak zbiorę motywację to założę jakąś stronę, może nawet sensowną. Póki co kiszę się tu i wykręcę korzystając z okazji jakiś poemacik.

Katana Jana

Ujrzałem ją gdy kosiła zboże,
Lico miała różowe niczym poranne zorze.
Me serce w ten czas mocniej zabiło,
I suchą krakowską mi się odbiło.

Ruszyłem ku niej bez chwili zwłoki,
I biłem do niej jakoby fale w opoki,
Lecz ona mym uczuciom nieskora,
Rzekła, iż mam wygląd kalafiora.

Nieco incydentem tym wstrząśnięty,
Podniesłem się jednak nieugięty.
Pomyślałem sobie : "Cóż to za maniery"
U kobiety, która ma lat czterdzieści i cztery.

Dzień następny rozpoczął się błogo,
Nie mogłem ruszyć lewą nogą.
Więc wstałem prawą bardzo pomału,
I sięgnąłem ręką do mego kindżału.

Wyrób to turecki, pierwszej jakości,
Kruszył już niejednemu zbójowi kości.
Stal to węglowa i z tej przyczyny,
Kroi świetnie ryby, sery i wędliny.

Zrobiłem sobie cztery kanapki,
Z czego dwie dałem dla mojej sąsiadki.
Zaciągnęła mnie do ślubnego kobierca,
Gdyż trafiłem przez żołądek do serca.

Ratunek jednak przyszedł w dobrym momencie,
Zjawił się pirat na dzuirawym okręcie.
Szukał człowieka do swojej załogi,
A ja się zgodziłem zkosztować przygody.

Kapitan zwał się Jan i był synem Jana,
Na jego statek wołali Katana,
Gdyż ciął morskie fale,
Tak jak tylko potrafią samuraje.

I ja na ten statek teraz trafiłem.
Jako zapłatę cały pokład wymyłem,
Bo za ratunek byłem wdzięczny,
Czułem, że teraz jestem bezpieczny.

Minęło chwil kilka i już wiedziałem,
Byłem w błędzie, chmury nadchodzą ołowiane.
Sztorm chce nas zmiażdzyć brutalnie,
Wszyscy na statku zginiemy marnie.

.....

Nie dam rady dalej pisać.

Szacunek ludzi parafii!




skomentuj (2)


Darujmy sobie temat 2007-06-06 23:16:45

To porąbane, że sześcioletnie dzieci szyją piłki w Pakistanie, pracując po 9 godzin dziennie bez zapłaty. Jak to dobrze piłkę sobie pokopać czasem.

Pijąc kawę poczuj jak pachnie krew i pot czernych niewolników padających z głodu i wyczerpania na plantacjach.
Kto nie lubi tego aromatu?

Żyjemy w dostatku dzięki śmierci i cierpieniu ludzi mieszkających gdzieś daleko, nawet nie wiemy gdzie.

Jak sobie przypomnę, że kiedyś narzekałem...

... a w chińskich obozach pracy szyją się dla nas nowe koszulki.

Czy żyjemy w rzeczywistości, której nie można zmienić, w której nie ma wyborów?
Ta rzeczywistość to właśnie wybór, ale nie mój. Ja też chcę dokonać wyboru.

Chciałem powiedzieć, że nie leży mi to wszystko i dupa mogę zrobić, bo tego nas uczą od dziecka, że dupa możemy, a my w to wierzymy. Robi się taki burdel, że ani burzyć, ani sprzatać nie wiadomo jak.

Nie wiem po co to piszę. Może, żeby jutro o tym nie zapomnieć, może dlatego, że G-8, nie wiem.

Nie lubię ludzi.


skomentuj (2)


Psychodelic Katiucha 2007-04-18 22:27:41




skomentuj (1)


Coś padło na drodze 2007-03-23 23:57:13

Coś padło na drodze,
Leży, się nie rusza,
Martwe raczej jest.

Coś padło na drodze,
Upadł drzewa pień,
Chyba martwy jest.

Coś padło na drodze,
Ryba, albo mucha,
Trudno dojrzeć jest.

Coś padło na drodze,
Pijak zatoczył się,
W humorze dobrym jest.

Coś padło na drodze,
Nikt nie może przejść,
Za wąska droga jest.

Coś padło na drodze,
Meteoryt padł na drogę,
Wbity mocno jest.

Coś padło na drodze,
Kruk potknął się,
Zasępiony teraz jest.

Coś padło na drodze,
Nie da się tego zjeść,
Bo nie wiadomo co to jest.

Coś padło mi na głowie,
Na mózg padło też,
Ale wolę mówić, że
W porządku jest.


skomentuj (2)


Pół twarzy 2007-03-23 23:44:25

Pół twarzy swojej, tylko pół jej mam,
Ale podejdź tu, nie musisz się bać,
Wyrzuciłem pistolet swój gdzieś daleko tam,
Chyba nie będę już w grę tą dalej grać.

Przejdź przez próg, jakby to był twój dom,
Jak przyjaciel przez próg przejdź, no co?
Utopiłem ten pistolet, poszedł aż na dno,
Ale widzę, że masz w ręku nóż, no co?

W plecy przez przypadek chcesz go wbić,
Ale czy moją nienawidzisz twarz?
Tu już nic nas nie może zbawić,
Z góry kapie na nas żrący, słodki kwas.

Pół twarzy mojej mam, reszta spaliła się,
Pustka przeczy naturze, wypełnia ją gniew,
Tkwi w naszej naturze, sam uwalnia się,
Później trudno zapomnieć, zmyć tę krew.

Dopiero jednym okiem widać rzeczywistość,
Taką jaka jest.



Analiza i interpretacja nie jest wskazana.


skomentuj (1)


A tak mi się weszło 2007-02-01 23:30:19

Nie drażnij

Nigdy nie wiesz gdy nadejdzie ten dzień,
Gdy kolega ze szkoły twój odwiedzi cię,
Wyciągnie z kieszeni Colta Pythona
I strzeli tobie prosto w łeb.

Nie drażnij tego drania
Co w zaułkach się kryje,
Nie śmiej się z tego drania
Choć często się nie myje.

Zawsze spodziewaj się, że to ten dzień,
Kiedy kumpel twój przyniesie strzelbę
I za cel sobie weźmie czyjąś wredną gębę...
Może właśnie twoją wykrzywioną gębę.

Nie śmiej się z tego 'szamana',
Choć często rozmawia z duchami,
Nie drażnij tego 'szamana',
Choć karmi cię bzdurami.

Ktoś inny może być niż ty i pozostali,
Nie wiesz o czym mówi i się obficie ślini,
Patrz żebyś nie przegiął, bo baranki
Zamieniają się w krwiożercze wilki.

Uważaj na dziwnych ludzi,
Coraz więcej jest tu ich,
Jak zostaniesz ostatnim normalnym
Powiedzą ci, że to ty jesteś dziwny.

Pęknie w tobie coś
Oni spodziewać się będą, że ty...
Zawładnie ręką złość i
Z bronią wejdziesz przez drzwi...


skomentuj (3)


Parafraza kilku dzieł Adonisa, arabskiego poety i krytyka 2007-01-17 23:32:41

Zrobiłem taką parafrazę i jednocześnie fuzję jego kilku utworów.

Moim przeznaczeniem było rozdarcie,
Rozproszenie w lesie płomieni
Wedle obowiązku oczyszczenia drogi.
Wyciągnij do mnie swą troskliwą rękę,
Zwróć to co twoje noce ukradły memu krwawiącemu słońcu,
O zmęczenie,
Przyjacielu.
Wszystko co odrzucały oczy nie było im obojętne,
To zobowiązanie przyjaźni, między mną, a destrukcją.

Stałem się lustrem, odbiłem wszystko.
...
Ja i wody staliśmy się sobie bliscy:
Jestem zrodzony w imieniu wody
Woda zrodzona jest we mnie
Ja i woda staliśmy się bliźniakami.

Teraz zamierzam poszukać cienia
W pąkach kwiatów i gęstwinie trawy,
Żeby wznieść wyspę,
Na której korzenie osadzę na wybrzeżu,
Przystań powinna być zagubiona
Ścieżki powinny być zaciemnione
Ja oddam się w niewolę zdumienia
Na motylich skrzydłach lecąc
Poza cytadelami świateł i kłosami zboża,
W kruszącej się ojczyźnie.




skomentuj (3)


Drwal 2006-11-24 23:41:25

W lesie mieszkał Drwal.
Drwal w lesie rąbał drwa.

To jest obrazek o Drwalu.

Dlaczego Drwal to bohater romantyczny?
Może dlatego, że rąbiąc drzewo rozdzierał się wewnętrznie.


skomentuj (4)


Desocjalizacja 2006-11-17 19:04:49

Siedzimy sobie na szczycie wysokiej góry,
Patrząc w dół na nasze stopy muskające chmury,
Nie jest nas tu dużo, wystarczająco żeby starczało,
Miejsca do skoków po grani i jedzenia, którego potrzeba nam mało.
Czasem stajemy obok siebie i godzinę, dzień i tydzień
Patrzymy na słońce, śledząc jego tarczę i zaciskając
pięści.
Nie ma dla nas nadziei, bo naszym domem stał się cień.
Kiedyś mogliśmy myśleć, czy się nam poszczęści,
Teraz bardziej martwi niż żyjący, cienie dawnych lat,
Rzucamy się w przepaście i otchłanie pełne ostrych skał,
Prześcigając przez moment wiatr, żegnając krzykiem świat.
Na darmo siły straci ten kto pomóc chce nam.



skomentuj (2)


O człowieku, który miał dziurę w głowie 2006-10-23 19:57:20

Był sobie raz człowiek, który dziurę w głowie miał.
Świszczało w niej powietrze jak szybko biegał,
Działała jak pudło rezonansowie gdy się śmiał.
Czasem tam jakieś drobiazgi różne swoje trzymał.
I żył tak sobie człowiek z dziurą w głowie.
Myślał, że może oszukiwać siebie przez cały czas.
Legenda o nim nie była prawdą nawet w połowie,
Bo głowy nie uszkodził nigdy sobie, nawet raz.
Więc o co chodzi z tym człowiekm z dziurą w głowie?
Chciał tylko, żeby ludzie zobaczyli to z czym zmagał się na co dzień.
Nie wiedział jak pokazać myśli swoje.
Wymyślił sobie człowieka z dziurą w głowie, wysłał go w świat z nadzieją, że on jego uczucia wypowie.
Dziurawiec już nie wrócił, znalazł gdzieś miejsce sobie, bo umiał powiedzieć to czego jego twórca już nie powie.
Znaleźli go nad ranem z dziurą w głowie.



skomentuj (8)


 

2011
lipiec
2010
październik
sierpień
lipiec
2007
listopad
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień